Jak „gwarancje” na auto używane stają się sprytnym oszustwem?


Jakkolwiek rynek samochodów używanych zmienia się z roku na rok, to oszustwa handlarzy pozostają podobne. Jednak od kilku lat rozwija się nowy proceder w postaci gwarancji lub certyfikatów, które z założenia mają pozwolić na bezproblemową eksploatacje i szybką naprawę ewentualnych awarii. Czy tak jest w rzeczywistości?


kupno używanego samochodu
Często sedno przekrętu tkwi w sprytnie skonstruowanych umowach.

Handlarze oraz komisy przez lata wyrobiły sobie powszechnie negatywną opinię wśród nabywców. W związku z tym powstało pytanie: jak przekonać przeciętnego Kowalskiego, aby mimo wszystko zdecydował się na zakup? Odpowiedź okazała się niezwykle prosta. Gwarancje powoli stają się podstawową ofertą wielu komisów. Z reguły za drobną dopłatą 1-2 tys. złotych w założeniu powinniśmy nabyć gwarancje na większość ważnych i kosztowych podzespołów takich jak silnik, skrzynia, zawieszenie, a nawet układ elektryczny. W takim wypadku, nawet po zakupie można mieć „spokojną głowę” i fakt czy samochód został dobrze sprawdzony przed zakupem schodzi na drugi plan. Niestety nie zawsze jest tak pięknie.


Jak na prawdę działa "gwarancją" na auta używane?


Często żadnej gwarancji po prostu nie ma. Okazuje się, że wydanym dokumentem jest tak naprawdę ubezpieczenie zawarte przez Węgierską lub Bułgarską firmę, w której założenia i warunki sprawiają, że szanse naprawy naszej usterki są bliskie zeru. Przykładowo są to konkretnie wyszczególnione usterki – wymiana zaworów – tak, jeśli są przepalone to już nie, naprawa głowicy – tak, jeśli się przegrzeje lub pęknie – wtedy niestety jesteś na własną rękę. Często w „gwarancjach” specjalnie umieszczane są podzespoły i rozwiązania mechaniczne, które zwyczajnie nie występują już w nowszych modelach. Część umów skonstruowana jest w sposób jeszcze bardziej chytry, w uproszczeniu: jeśli element ubezpieczony uszkodzi element nieubezpieczony – płacisz sam, jeśli natomiast element nieubezpieczony uszkodzi element ubezpieczony – również sam pokrywasz koszty naprawy. Samochód to skomplikowana maszyna, w której podzespoły muszą być połączone. W związku z tym , jak nie trudno się domyśleć, powyższe sytuacje zdarzają się nierzadko. Gdy mimo wszystko dojdzie do uznania „gwarancji”, często okazuje się, że obowiązuje ona jedynie do pewnej kwoty np. 2000 zł. Oczywiście w takim wypadku należy odjąć koszty poprzedzającej ekspertyzy decydującej, czy faktycznie należy się uznanie i transportu samochodu do miejsca naprawy. Przy poważnych usterkach może okazać się, że to klient finalnie mimo wszystko pokryje zdecydowaną część kosztów naprawy.


Kto najczęściej oszukuje?


Sytuacja wbrew pozorom nie dotyczy jedynie drobnych handlarzy i przydomowych komisów. Najlepszym przykładem, jak szeroka jest skala trudności z wyegzekwowaniem należnych napraw jest artykuł (autoprawo.pl/aaa-auto-obiecalo-naprawe-silnika-zamilklo/) dokładnie i precyzyjnie opisujący problemy z „gwarancją” międzynarodowej firmy AAA Auto, które spotkały nieszczęsnego nabywcę.


Oczywiście nie możemy wrzucać wszystkich do jednego worka - nie każdy auto handel jest zły. Za dużą część sytuacji odpowiadają sami konsumenci oczekujący samochodu w idealnym stanie za grosze (którzy innymi słowy w cenie Fiata oczekują BMW). Niestety duża część nieuczciwych sprzedających starając się dostosować do tych nierealnych wymagań klientów, przez między innymi takie właśnie przekręty z gwarancjami sprawia, że ciężej jest znaleźć uczciwego handlarza w naszym kraju.

Statystycznie w 94% sprawdzanych samochodów wykrywamy usterki.

Nie chcesz ryzykować?